;3
-
Co wtedy czułam? - Nadia zawiesiła głos, tak jakby poprzez powrót do
wspomnień, chciała możliwie najlepiej wyrazić emocje tamtych dni – Co
wtedy czułam...? - powtórzyła – A co można czuć, kiedy siedzisz na
gruzach swojego świata? Bezsilność? Wściekłość...? Nie, nie byłam
wściekła, zawiedziona raczej... zawiedziona ludźmi, którzy ruinę
własnego świata rekompensują sobie beznadziejnymi aktami destrukcji w
życiu innych.
Wiktor położył rękę na jej ramieniu, delikatnie jakby
w obawie, aby zbyt gwałtownym ruchem nie przerwać tej atmosfery, która
przybyła do nich wraz ze wspomnieniami. Bolesna, ale dlatego wolna od
skazy nieprawdy.
- Taka ludzka natura. Nie wyszło mi, nie
podołałem, nie umiałem ogarnąć swojego życia... dlaczego ktoś miałby
mieć lepiej? Trzeba go zniszczyć, niech nie myśli, że jest życiowym
szczęściarzem. To łatwiejsze jest od odpowiedzi na pytanie dlaczego mi
nie wyszło. Prawda mogłaby pokazać małość, winę, której nikt nie chce
brać na siebie...
- Najgorszy jednak był ten ból... Nie, jakiś tam
fizyczny konkretny, ale ten co rozpychał od środka. Wiesz, że to nie
głowa, ręka cię boli, a mimo to jest w tobie ból zwalający z nóg,
przytłaczający do ziemi...
- Tak boli dusza... - Wiktor przytulił
ją do siebie, widząc, że jej oczy stały się bardzo, bardzo błyszczące –
Ten ból to znak, że człowiek ma duszę...
- I, że zna wartość życia i miłości... - dodała przez łzy i mocniej wtuliła się w niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz