29 sierpnia 2013
18 sierpnia 2013
Tylko teraz mogę zrobić ruch ...
Heeej miśki ;3
Powoli zbliżamy się do końca wakacji , ale mam nadzieję , że nie tracicie czasu na narzekanie , tylko dobrze się bawicie i spędzacie czas z przyjaciółmi . Tak po za tym to u mnie nic nowego... Małymi kroczkami zbliżamy się do lepszego jutra... Trzymajcie kciuki ;*
A tutaj znajdziecie zdjęcie z Patrycją ♥ i również moje :D
Powoli zbliżamy się do końca wakacji , ale mam nadzieję , że nie tracicie czasu na narzekanie , tylko dobrze się bawicie i spędzacie czas z przyjaciółmi . Tak po za tym to u mnie nic nowego... Małymi kroczkami zbliżamy się do lepszego jutra... Trzymajcie kciuki ;*
A tutaj znajdziecie zdjęcie z Patrycją ♥ i również moje :D
16 sierpnia 2013
15 sierpnia 2013
Słodziakowo ♥
13 sierpnia 2013
Efekty wieczornej nudy ...
12 sierpnia 2013
Smutek pokonuję śmiechem ;3
Heeej , jak Wam minął dzień ?.
Mój był zajebisty inaczej nie można tego opisać :D
Odpierdalanie na blokach z Kiki , Ewką, Anią , Obi i Filipem ♥
Kocham Waaaaaas ♥
`. Pragnęła czyjejś obecności obok siebie ,oparcia. Dotyku palców na karku i głosu witającego ją w ciemnościach.Kogoś , kto będzie czekał z parasolem , żeby odprowadzić ją do domu , i rozjaśni się w uśmiechu , kiedy zobaczy ją nadchodzącą.
Kto będzie z nią tańczył na balkonie , dotrzymywał obietnic , znał jej sekrety i stwarzał świat , w którym będą ich ramiona , jego szept i jej ufność.
Mój był zajebisty inaczej nie można tego opisać :D
Odpierdalanie na blokach z Kiki , Ewką, Anią , Obi i Filipem ♥
Kocham Waaaaaas ♥
`. Pragnęła czyjejś obecności obok siebie ,oparcia. Dotyku palców na karku i głosu witającego ją w ciemnościach.Kogoś , kto będzie czekał z parasolem , żeby odprowadzić ją do domu , i rozjaśni się w uśmiechu , kiedy zobaczy ją nadchodzącą.
Kto będzie z nią tańczył na balkonie , dotrzymywał obietnic , znał jej sekrety i stwarzał świat , w którym będą ich ramiona , jego szept i jej ufność.
11 sierpnia 2013
Dziewczyna , która niczego się nie boi ...
`. To
wszystko ,pomyślałam , nie jest zapłatą tylko za dzisiaj. To za
całokształt. Za złamane serce , które bolało jak cios prosto w brzuch ,
wciąż tak samo mocno i atakując nieoczekiwanie . Za wypowiadane z
uśmiechem kłamstwa i za złamane wizje ; za wstyd , że byłam taka naiwna .
A więc dzisiaj dzień zakończony na pozytywnie ;3
Odpały z dziewczynami , to tylko początek. Ale powoli udaje mi się zapomnieć o twojej obojętności .... Ale najgorszy jest strach przed utratą osoby , która w tak krótkim czasie stała się dla nas ważna ;C
A więc dzisiaj dzień zakończony na pozytywnie ;3
Odpały z dziewczynami , to tylko początek. Ale powoli udaje mi się zapomnieć o twojej obojętności .... Ale najgorszy jest strach przed utratą osoby , która w tak krótkim czasie stała się dla nas ważna ;C
Nareszcie w domku ;3
Heeej, a więc od początku właśnie dzisiaj wróciłam do domku z wakacji. I teraz mam do kogo wracać bo poznałam nowych zajebistych ludzi bez których nie wyobrażam sobie życia!. Tylko oni mogą doprowadzić mnie do łez przez śmiech...A po niżej znajdziecie moje zdjęcia z Waaaaaaaakacji ♥ które niedługo się skończą ;C
Buziaczki ♥

P.S. Dziękuję za dzisiaj ♥
10 sierpnia 2013
Przepraszam ;*
Hej , bardzo Was wszystkich chciałam przeprosić za to , że w ogóle nie dodawałam żadnych wpisów.....
Ale tak jakoś nie miałam czasu a nawet ostatnio wiele się w moim życiu pozmieniało...
Kilka osób odeszło , a kilka przyszło...
Właściwie cieszę się z tego , ale opowiem wam to stopniowo ....
Narazie , życzę wam kolorowych snów i do zobaczenia jutro ;*
P.S. To już jutro *.*
Ale tak jakoś nie miałam czasu a nawet ostatnio wiele się w moim życiu pozmieniało...
Kilka osób odeszło , a kilka przyszło...
Właściwie cieszę się z tego , ale opowiem wam to stopniowo ....
Narazie , życzę wam kolorowych snów i do zobaczenia jutro ;*
P.S. To już jutro *.*
28 maja 2013
♥
" Moje serce obawia się cierpienia. Powiedz mu , że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. I , że żadne serce nie cierpiało nigdy , gdy sięgało po swoje marzenia [...] " ~ P. Coelho
Czas zacząć , żyć Własną Legendą . Nowy cel w życiu ?.
Oczywiście :D
Czas zacząć spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym ♥
25 maja 2013
....
Mimo to kochała go nadal, bo - po raz pierwszy w życiu - poznała,
co to wolność. Mogła go kochać, choćby miał się o tym nigdy
nie dowiedzieć, nie potrzebowała jego pozwolenia,
by niepokoić się tym, co ludzie knują przeciwko niemu. To właśnie
była wolność - czuć to, czego pragnęło jej serce, nie bacząc na to,
co pomyślą inni.
A tutaj kilka starych zdjęć ♥
Majówka ♥
Każda droga w pewnym momencie się rozwidla , wybieramy różne drogi , myśląc że kiedyś się spotkamy widzisz jak ktoś coraz bardziej się oddala , to nic jesteśmy dla siebie stworzeni w końcu się spotkamy.
Zdjęcie z Majówki ♥
Od lewej : Weronika , Kaśś , Ja i Natalia ♥
24 maja 2013
Jeden głos ♥
Żyję ładnych parę lat
Lecz przyznaję, że świat
Zdumiewa mnie
Czmycha zdobycz, którą już
w myślach zjadłem, więc cóż
Głód, żal i gniew.
Ale wiedz, że gdy w kość
Da ci coś a może ktoś
Kiedy masz całkiem dość klniesz na los
Wokół siebie masz nas
Z dumnych grzyw wyrasta las
Z wielu nut, z wielu barw
Jeden głos
(Jeden ród, jeden ród, jeden głos!) x2
Tyle zadań czeka mnie
Jakże więc, kto to wie
Mam sobą być.
Jakże serca słuchać, gdy
Odtąd mam zgodnie z tym
Porządkiem żyć
Jednym głosem od lat
Mówi ojciec mój i dziad
Ty też weszłaś już na ten most
Zgodny ryk, wspólny ton
To jest twój prawdziwy dom
Każdy lew zna ten zew:
Jeden głos!
(Jeden ród, jeden ród, jeden głos!) x2
Jeden głos ja i ty,
Ziemia, niebo, radość, łzy
Nie straszny nam jest żaden cios!
Pomyśl więc co ci da
Mądrość i odwagę lwa
Z wielu stron, z wielu gwiazd
Jeden głos
Dopóki tutaj jesteś, ważne jest kim jesteś. Kiedyś to zrozumiesz.
(Jeden ród, jeden ród, jeden głos!) x4
http://www.youtube.com/watch?v=NMXAMNvuy44
Lecz przyznaję, że świat
Zdumiewa mnie
Czmycha zdobycz, którą już
w myślach zjadłem, więc cóż
Głód, żal i gniew.
Ale wiedz, że gdy w kość
Da ci coś a może ktoś
Kiedy masz całkiem dość klniesz na los
Wokół siebie masz nas
Z dumnych grzyw wyrasta las
Z wielu nut, z wielu barw
Jeden głos
(Jeden ród, jeden ród, jeden głos!) x2
Tyle zadań czeka mnie
Jakże więc, kto to wie
Mam sobą być.
Jakże serca słuchać, gdy
Odtąd mam zgodnie z tym
Porządkiem żyć
Jednym głosem od lat
Mówi ojciec mój i dziad
Ty też weszłaś już na ten most
Zgodny ryk, wspólny ton
To jest twój prawdziwy dom
Każdy lew zna ten zew:
Jeden głos!
(Jeden ród, jeden ród, jeden głos!) x2
Jeden głos ja i ty,
Ziemia, niebo, radość, łzy
Nie straszny nam jest żaden cios!
Pomyśl więc co ci da
Mądrość i odwagę lwa
Z wielu stron, z wielu gwiazd
Jeden głos
Dopóki tutaj jesteś, ważne jest kim jesteś. Kiedyś to zrozumiesz.
(Jeden ród, jeden ród, jeden głos!) x4
http://www.youtube.com/watch?v=NMXAMNvuy44
Kolejny wielki powrót ....
... tak , tak wiem , że mnie dawno tutaj nie było , ale zaczął się okres poprawiania ocen. Bardzo za wami się stęskniłam , dlatego teraz będę częściej tutaj bywała. Może uda się zorganizować jakąś sesyjkę z Ans ;> Zobaczymy.
A więc dzisiejszy dzień był niesamowity. Najlepiej bawiłam się w szkole , gdy przygotowywaliśmy dekorację na Bal Gimnazjalny. Motywem przewodnim jest " Miasto Nocą ".
Najbardziej chciałabym się schować...
.... tam gdzie nikt mnie nie znajdzie i poukładać wszystkie swoje myśli.
Jeżeli chcieli byście mnie popytać to zapraszam na : www.ask.fm/Zielonaaa17 ♥
5 maja 2013
.....
Hej ;*
Moje życie stało się bardzo kolorowe dzięki Kasi ;*
Której bardzo dziękuję , ale nie mogę pojąć dlaczego osoby piszące na http://ask.fm do Kasi , karzą jej porównywać mnie z Agatą Z. . To chyba Kasi sprawa z kim się chce spotykać i inni ludzie nie powinni się wpieprzać w jej życie.
Kocham Cię Maleństwo ;*
4 maja 2013
No i powoli zbliżamy się do.....
.... do końca długiego wekeendu ;(
A więc tak ;D Długi weekend minął mi bardzo dobrze , chodź tęskniłam za Ptysiem ♥
Ale cieszę się , że mogłam ten czas spędzić z Kasią ♥
Bardzo jej za to dziękuję , to były chyba najlepsze dni w tym roku z nią ;*
Bardzo jej za to dziękuję , to były chyba najlepsze dni w tym roku z nią ;*
Dziękuję także ; Weronice , Agacie i Kindze.
Maaaaaaaałaaaaaaa ♥ Kocham Cię ;*
I już za Tobą tęsknię ;( ♥
Nominacja ^_^
Zostałam nominowana do LIEBSTER BLOG AWARD przez http://myworldania.blogspot.com/
Dziękuję bardzo za nominację. ;)
A tutaj znajdziecie zasady :
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daję możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób ( informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował!"
Odpowiedzi i Pytania :))
1. Co lubisz robić?
Najbardziej lubię spać ♥
2. Kim chcesz być w przyszłości?
W przyszłości chcę być Farmaceutą .
3. Jaką książkę aktualnie czytasz?
Aktualnie czytam "Weronika Postanowiła Umrzeć"
4. Twój ulubiony film ?
LOL
5. Najlepsza zabawa z dzieciństwa?
Chowanego `.`
6. Twój ulubiony wykonawca?
KaeN
7. Twoja ulubiona piosenka?
Była chłodna
8. Na jakim instrumencie chciałabyś grać?
Na gitarze ;D
9. Twoje największe marzenie?
Nie powiem , bo się nie spełni ;(
10. Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa?
Brak wszystkich problemów , i wiara we wszystkie marzenia ♥♥
11. Jaki film wczoraj oglądałaś?
Szybcy i wściekli :D
Dziękuję bardzo za nominację. ;)
A tutaj znajdziecie zasady :
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daję możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób ( informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował!"
Odpowiedzi i Pytania :))
1. Co lubisz robić?
Najbardziej lubię spać ♥
2. Kim chcesz być w przyszłości?
W przyszłości chcę być Farmaceutą .
3. Jaką książkę aktualnie czytasz?
Aktualnie czytam "Weronika Postanowiła Umrzeć"
4. Twój ulubiony film ?
LOL
5. Najlepsza zabawa z dzieciństwa?
Chowanego `.`
6. Twój ulubiony wykonawca?
KaeN
7. Twoja ulubiona piosenka?
Była chłodna
8. Na jakim instrumencie chciałabyś grać?
Na gitarze ;D
9. Twoje największe marzenie?
Nie powiem , bo się nie spełni ;(
10. Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa?
Brak wszystkich problemów , i wiara we wszystkie marzenia ♥♥
11. Jaki film wczoraj oglądałaś?
Szybcy i wściekli :D
27 kwietnia 2013
26 kwietnia 2013
Powróciłaaaaaaam ♥
Heeej miśki ♥
Po dłuższej przerwie powróciłam , ponieważ byłam chora to wylądowałam w szpitalu.
Po dłuższej przerwie powróciłam , ponieważ byłam chora to wylądowałam w szpitalu.
Później były testy ;/// <Masakra>
Więc teraz postaram się dodawać wpisy regularnie ;D
Buźaaa ;*
15 kwietnia 2013
Chwilowy zastój ;|
13 kwietnia 2013
Le cour la ses raisons que raison ne connait. ♥
Szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli. Trochę tak,
jakbyś znalazła się w obcym kraju - widzisz wszystko, pojmujesz,
co się wokół ciebie dzieje, ale nie potrafisz się porozumieć
i uzyskać znikąd pomocy, bo nie mówisz językiem tubylców.
- Każdy z nas czuł to kiedyś.
- Bo wszyscy, w taki czy inny sposób jesteśmy szaleni.
- Każdy z nas czuł to kiedyś.
- Bo wszyscy, w taki czy inny sposób jesteśmy szaleni.
12 kwietnia 2013
La vie n’est pas toujours rose. ♥
Gdybym spała i nagle obudziła się w wagoniku diabelskiego młyna,
cóż bym czuła? Najpierw czułabym się niczym więzień, bałabym się
wysokości, serce podochodziłoby mi do gardła, kręciłoby mi się
w głowie i chciałabym czym prędzej wysiąść. Lecz gdybym miała
pewność, że tory są moim przeznaczeniem, a Bóg steruje
tą maszynerią, wtedy mój koszmar przerodziłby się w podniecającą
przygodę. I diabelski młyn stałby się bezpieczną i ciekawą
rozrywką, która kiedyś się przecież kończy. Jednak dopóki młyn się
kręci, trzeba podziwiać roztaczający się wokół krajobraz
i wrzeszczeć z radości.
10 kwietnia 2013
Never ♥
Gdy uszkodzeniu ulega coś, na czym nam zależy, nie możemy oderwać
oczu – ani myśli – od szczeliny, pęknięcia, rany. Pierwsza głęboka
rysa na nowym samochodzie, pierwsze kłamstwo, na którym łapiemy
nowego kochanka [...]. Wiedzieliśmy, że to się kiedyś stanie, ale
łudziliśmy się nadzieją, że może jednak nie. Czasem te uszkodzenia
można naprawić. Ale nawet wtedy rzeczy nie odzyskają dawnego
blasku czy proporcji. Nigdy.
*******
6 kwietnia 2013
Rozdział III ♥
Tej historii nie trzeba wymyślać... w końcu oglądały oczy moje...
Mówiłem już i za Saulem Bellow'em powtórzę: "To nie jest autobiografia.
Ja tylko z prawdziwej przyjaźni użyczyłem swoim bohaterom z własnego
życia tego, co mogłoby im się przydać." Tak, wiem, wiem...z naszego
życia.
Oprawiłem w ramy luźne obrazy, które na przestrzeni życia stały się moje
i ustawiłem je w jakiś logiczny ciąg. Pewnie, że chciałem pokazać pewne
prawdy...
Powrót Gerarda z klasztoru Marii Magdaleny... Nowicjat przygotował go do
życia we wspólnocie...posłuszne wykonywanie poleceń, wszystko w
wyznaczonym czasie, operowanie poglądami przełożonych...
To ładnie i kolorowo wygląda z zewnątrz, od wewnątrz jest czarno-białe,
jak cysterski habit Gerarda. Zresztą też nie tak, jest szare... ta biel i
czerń nie są oddzielone, to wszystko się rozmywa... Intrygi, zawieranie
podejrzanych układów, walka o lepszą pozycję... jak w stadzie wilków,
naprawdę. Co to za wspólnota, przyjaźń, kiedy musisz uważać, co mówisz,
bo zawsze jest ryzyko, że możesz być sprzedany za biblijną miskę
soczewicy, jak chwilowe uznanie w oczach przełożonych,...
Tam nic nie jest trwałe...
Ale wracając do Gerarda... Kto pamięta "Dorosłe dzieci" zespołu Turbo? Przypomnę...
Nauczyli nas regułek i dat
Nawbijali nam mądrości do łba
Powtarzali, co nam wolno, co nie
Przekonali, co jest dobre, co złe
Odmierzyli jedną miarą nasz dzień
Wyznaczyli czas na pracę i sen
Nie zostało pominięte już nic
Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć
Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł
Nauczyli nas, że przyjaźń to fałsz
Okłamali, że na wszystko jest czas
Powtarzali, że nie wierzyć to błąd
Przekonali, że spokojny jest dom
Odmierzyli każdy uśmiech i grosz
Wyznaczyli niepozorny nasz los
Nie zostało pominięte już nic
Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć
Nawbijali nam mądrości do łba
Powtarzali, co nam wolno, co nie
Przekonali, co jest dobre, co złe
Odmierzyli jedną miarą nasz dzień
Wyznaczyli czas na pracę i sen
Nie zostało pominięte już nic
Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć
Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł
Nauczyli nas, że przyjaźń to fałsz
Okłamali, że na wszystko jest czas
Powtarzali, że nie wierzyć to błąd
Przekonali, że spokojny jest dom
Odmierzyli każdy uśmiech i grosz
Wyznaczyli niepozorny nasz los
Nie zostało pominięte już nic
Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć
Niesamowicie uniwersalny tekst, masz rację. Ale wierz mi, idealnie
oddaje sytuację nowicjatu... Gerard jest zagubiony... Ale, ale... za
chwilę opowiem ci ten rozdział i nie będzie ciekawie... Powiem tylko, że
optymistyczna końcówka utworu Turbo nie stanie się mottem Gerarda...
Ci, którzy biorą sobie do serca...
Nauczymy się więc sami na złość
Spróbujemy, może uda się to
Rozpoczniemy od początku nasz kurs
Przekonamy się, czy twardy ten mur
Odmierzymy, ile siły jest w nas
Wyznaczymy sobie miejsce i czas
A gdy zmienią się reguły tej gry
Może w końcu odkryjemy, jak żyć
Nauczymy się więc sami na złość
Spróbujemy, może uda się to
Rozpoczniemy od początku nasz kurs
Przekonamy się, czy twardy ten mur
Odmierzymy, ile siły jest w nas
Wyznaczymy sobie miejsce i czas
A gdy zmienią się reguły tej gry
Może w końcu odkryjemy, jak żyć
...odchodzą do tego, co w klasztorze określa się mianem świata...
Nad Prowansją na dobre zapadał zmrok. Gerard nie znosił prowadzić
samochodu o tej porze, kiedy dzień ustępował nocy. Miał nadzieję, że
wizyta w klasztorze Marii Magdaleny nie będzie tak długa, przez co
uniknie podróży o tej porze, względnie będzie już na tyle blisko swojego
klasztoru, że półmrok zmierzchu będzie musiał ustąpić przed znajomością
drogi. Niestety, wszystko zajmuje znacznie więcej czasu, niż może się
pierwotnie wydawać, co już dawno zauważył klasyk antropologii
stosowanej, niejaki Murphy. Gerard kolejny raz musiał zgodzić się z jego
teorią.
Kiedy ciężkie drzwi klasztornej furty zamykały się za nim z charakterystycznym zgrzytem, otwarta przestrzeń przybrana była jeszcze w światło zachodzącego słońca. Jednak wiosenne dni charakteryzuje ten szczególny, nagły przeskok od światła do ciemności. Zmierzch pojawia się nagle. Nie, żeby nie można było określić kiedy, ale przejście od dnia do nocy nie stanowi jakiegoś procesu rozciągniętego w czasie. Dość powiedzieć, że w niecałe dwa kwadranse, niebo na wschodzie stało się już zupełnie czarne, a tylko na zachodzie widoczny był krwawy pas, ślad po słońcu.
Mimo nielubianej pory dnia, młody zakonnik prowadził wysłużone już audi z młodzieńczą werwą, nie zważając na niedoskonałości wiejskiej drogi i nie najlepszą jednak widoczność. Strzałka prędkościomierza przemieszczała się w sektorze 120 - 140, głośniki rozprzestrzeniały muzykę z jakiejś listy przebojów, uchylona szyba ze świstem wpuszczała do środka rześkie powietrze, a Gerard delektował się pędem, dumny z siebie i dobrze wykonanego zadania.
Nagle w świetle reflektorów dostrzegł ciemną sylwetkę człowieka. Odbił kierownicą w lewo, aby bezpiecznie go wyminąć. Mimo to kątem oka dostrzegł wyciągniętą rękę, którą piechur sygnalizował potrzebę skorzystania z uprzejmości kierowcy auta i podwiezienia chociaż do najbliższej wioski. Gerard nie zamierzał się zatrzymywać, jednak po chwili nagle pojawiła się potrzeba zabrania tego autostopowicza. Zwolnił trochę i korzystając z umiejętności zdobytych w czasach, które nazywał okresem "kiedy nie chodził do kościoła", kiedy zdarzało mu się uczestniczyć w nie do końca legalnych wyścigach samochodowych, z piskiem opon zawrócił auto. Ten sam manewr powtórzył nieopodal autostopowicza, który obawiając się o swoje zdrowie i życie uskoczył do przydrożnego rowu. Gerard przechylił się aby otworzyć drzwi i zaprosić go do środka. W mizernym świetle zauważył jak ten wychodząc z rowu strzepuje z ubrania piach, którym Gerard zawracając raczył go obsypać.
Przeprosił niedbale, rozbawiony raczej sytuacją niż obarczony poczuciem winy.
- Nie szkodzi, nic się nie stało - odpowiedział autostopowicz. Dopiero teraz Gerard zauważył, że jest on kobietą. Młodą, obiektywnie rzecz ujmując, ładną kobietą. Wraz z tym odkryciem ustąpiło owo pierwotne rozbawienie. Chcąc odbudować relacje, poszedł w klasykę - stawiając na uroki towarzyskiej konwersacji.
- Gdzie to dobry Bóg prowadzi? - rozpoczął, kiedy dziewczyna zapinała pasy - Mam nadzieję, że nie wystraszyłem za bardzo...
- Jak na zakonnika specyficzny styl jazdy - roześmiała się.
Gerard poczuł ogarniającą go falę gorąca. Skąd niby mogła wiedzieć, kim jest, kiedy zaraz po powrocie do auta zdjął habit i schował go do bagażnika? W każdym razie musiał mieć nieszczególnie mądrą minę, bo dziewczyna zaraz dodała:
- Zaskoczyłam odkryciem? Mogłabym powiedzieć, że takie brewiarzowe twarze rozpoznaje się natychmiast i pewnie byłaby to prawda... ale tam skąd...- na chwilę się zawahała, nie wiedząc jak się do niego zwrócić.
- Gerard, jestem Gerard...- szybko wyciągnął rękę w reakcji na jej zakłopotanie.
- Jeanine - podała mu rękę i natychmiast zabrała z powrotem.
- A zatem tam skąd... - Gerard na nowo poczuł się sobą.
- Ach tak, chciałam powiedzieć, że tam skąd... skąd jedziesz, jest tylko klasztor i kilkunastu mieszkańców. Tym drugim nie jesteś, a zatem musisz być z klasztoru. O tej porze turystów jak na lekarstwo i z pewnością nie o tej godzinie...więc zgadłam? - bardziej stwierdziła jak zapytała.
- A skąd wiesz, że nie jestem mieszkańcem?
- Bo ja nim jestem? Wychowałam się tu...- dodała - Poza tym aktualnie w klasztorze Opus Dei ma jakieś spotkanie, więc wiem, że mimo pozornego braku ochrony, nie sposób tam się dostać, ot tak sobie...
- Opus Dei?
Odwróciła głowę w jego kierunku i znacząco się uśmiechnęła.
- Właśnie o tym mówię. Nikt nic nie wie, żadnego spotkania, a klasztor tętni życiem. Ładnie to tak kłamać?
- Kiedy ja...
- A potem zdziwienie, że się jest do masonerii porównywanym. Może ty zechcesz mi powiedzieć, skąd taka tajemnica wokół Opus?
- Wierz mi, chciałbym ci odpowiedzieć na to pytanie, ale mam dziwne wrażenie, że wiem jeszcze mniej od ciebie. Cóż Opus nie jest tym o czym mówi się na wykładach. Poza tym nie każdy w habicie ma związek z Opus...
- Skoro tak mówisz... Jednak przyznasz mi rację, że nie każdy też pojawia się przypadkiem na spotkaniu Opus. Ale oczywiście jak nie chcesz to nie mów, doskonale wiem, co znaczy dochować tajemnicy - odwróciła się w jego kierunku, jakby chciała podkreślić ważność wypowiedzianych słów.
- Akurat dla mnie nie jest to problemem. Nie muszę strzec tajemnicy, bo tak się składa, że nie zdążyłem jej poznać, choć w małej części... A tak w ogóle, to skąd u ciebie takie zainteresowanie Dziełem?
- Lubię być dobrze poinformowana. Poza tym uważam się za osobę wierzącą...
- Inni mają odmienne zdanie?
- Nie, skądże... Tak powiedziałam, bo jestem osobą poszukującą raczej. Szukam zrozumienia dla tego, w co wierzę...
- To nic złego, więcej powiem tak być powinno. Tylko wówczas wiara jest pełna...
- Czy ja wiem? Im bardziej szukam, tym więcej rozterek doznaję. W samym klasztorze u Marii Magdaleny niezły tygiel jest...
- Znaczy?
- Przedsoborowcy, Opus Dei, inni tacy, że nawet trudno nazwać te grupy... nic tu nie jest jednoznaczne. Uprzedzając twoją odpowiedź powiem od razu, że nie o liturgię mi chodzi. To wszystko zionie... tajemnicą? Nie, nie wiem czy to dobre słowo, ale magia też byłaby nie na miejscu, niemniej mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi...
- Domyślam się... Ale piękno Kościoła jest w tej wielości...
- Nie, nic nie rozumiesz. Chciałbyś rozumieć, chciałbyś to prosto ująć, ale tak się nie da, bo wciąż komuś zależy żeby dzielić, a nie łączyć.
Gerard zaczynał żałować swojej decyzji o zabraniu tej dziewczyny. Nie był przygotowany na tego typu rozmowę, co więcej nie miał ochoty na drążenie tego tematu. Wiedział, że kompletnie nie ma pojęcia, co powiedzieć. Przecież uczyli go pokory, ślepego posłuszeństwa, a nie wyrażania własnych opinii, obrony własnego zdania... Czuł się przyparty do muru. Miał świadomość, że nie jest w stanie uciec od odpowiedzi na pytania dziewczyny. W tej chwili zdał też sobie sprawę, że mimo kilku lat spędzonych w zakonie nie jest w ogóle przygotowany na tego typu zdarzenia. Postulat, nowicjat...i zupełnie zagubiony wobec człowieka, który chce po prostu pogadać o wierze. Już łatwiej byłoby rozmawiać o uprawie ogrodu, hodowli zwierząt, środkach czyszczących... Wszystkiego nauczyli, i życia wspólnotowego i pracy i kombinatorstwa nawet i jak się ustawić na drabinie hierarchii, tylko nie rozmowy, rzeczowej rozmowy o wierze.
Czy nie mogła mnie po prostu spróbować uwieść? Tak normalnie...przecież chyba taki straszny nie jestem - przebiegło mu przez myśl. Teraz jednak powinien coś mądrego powiedzieć...
- Wierz mi, ogarniam to. Tyle, że znam po prostu swoje miejsce...
- Bo tak chcesz, czy tak ci powiedzieli? Zastanów się zanim odpowiesz...
Znowu go zaskoczyła. Znał przecież swoje miejsce, ale chciał sięgać wyżej. Po to przecież jechał dziś do klasztoru Marii Magdaleny, choć wielu rzeczy nie był świadomy.
- Może będzie jeszcze okazja dokończyć tę rozmowę - powiedziała nagle, przerywając ciszę, w czasie której Gerard próbował zbudować logiczne zdanie, jako odpowiedź na postawione mu pytanie - Teraz, gdybym mogła cię prosić, abyś mnie tu gdzieś wysadził, bo przypuszczam, że spieszysz się do Ardene... Na mnie czeka Paryż...może tam znajdę coś więcej.
Gerard kolejny raz poczuł się zaskoczony i nie bardzo potrafił zebrać myśli. Czyżby ta dziewczyna znała wszystkie klasztory we Francji... jest jasnowidzem czy kim u licha? - pomyślał przerażony. Trzask zamykanych drzwi, dla Gerarda zdawał się być równie słodki jak szczęk zamykanych przez św. Piotra bram nieba. W tej chwili było to chyba najlepsze porównanie...
Dziewczyna wysiadła na przydrożnej stacji paliw, aby wśród zaparkowanych ciężarówek szukać możliwości kontynuacji podróży. Gerard odetchnął z ulgą i ruszył w dalszą drogę do swojego klasztoru. Rozmowa z dziewczyną uwiadomiła mu, że zupełnie nie potrafi określić siebie. Poza tym obnażyła boleśnie jego braki, wobec których nawet dziesiątki dobrych informacji, takich jak przekazana dzisiaj, są jak biblijna plewa. Kariera wymaga dyplomacji, a ta była dla niego abstrakcją. Na szczęście bolesna lekcja przyszła w odpowiednim momencie. Przynajmniej tak to odbierał.
Kiedy ciężkie drzwi klasztornej furty zamykały się za nim z charakterystycznym zgrzytem, otwarta przestrzeń przybrana była jeszcze w światło zachodzącego słońca. Jednak wiosenne dni charakteryzuje ten szczególny, nagły przeskok od światła do ciemności. Zmierzch pojawia się nagle. Nie, żeby nie można było określić kiedy, ale przejście od dnia do nocy nie stanowi jakiegoś procesu rozciągniętego w czasie. Dość powiedzieć, że w niecałe dwa kwadranse, niebo na wschodzie stało się już zupełnie czarne, a tylko na zachodzie widoczny był krwawy pas, ślad po słońcu.
Mimo nielubianej pory dnia, młody zakonnik prowadził wysłużone już audi z młodzieńczą werwą, nie zważając na niedoskonałości wiejskiej drogi i nie najlepszą jednak widoczność. Strzałka prędkościomierza przemieszczała się w sektorze 120 - 140, głośniki rozprzestrzeniały muzykę z jakiejś listy przebojów, uchylona szyba ze świstem wpuszczała do środka rześkie powietrze, a Gerard delektował się pędem, dumny z siebie i dobrze wykonanego zadania.
Nagle w świetle reflektorów dostrzegł ciemną sylwetkę człowieka. Odbił kierownicą w lewo, aby bezpiecznie go wyminąć. Mimo to kątem oka dostrzegł wyciągniętą rękę, którą piechur sygnalizował potrzebę skorzystania z uprzejmości kierowcy auta i podwiezienia chociaż do najbliższej wioski. Gerard nie zamierzał się zatrzymywać, jednak po chwili nagle pojawiła się potrzeba zabrania tego autostopowicza. Zwolnił trochę i korzystając z umiejętności zdobytych w czasach, które nazywał okresem "kiedy nie chodził do kościoła", kiedy zdarzało mu się uczestniczyć w nie do końca legalnych wyścigach samochodowych, z piskiem opon zawrócił auto. Ten sam manewr powtórzył nieopodal autostopowicza, który obawiając się o swoje zdrowie i życie uskoczył do przydrożnego rowu. Gerard przechylił się aby otworzyć drzwi i zaprosić go do środka. W mizernym świetle zauważył jak ten wychodząc z rowu strzepuje z ubrania piach, którym Gerard zawracając raczył go obsypać.
Przeprosił niedbale, rozbawiony raczej sytuacją niż obarczony poczuciem winy.
- Nie szkodzi, nic się nie stało - odpowiedział autostopowicz. Dopiero teraz Gerard zauważył, że jest on kobietą. Młodą, obiektywnie rzecz ujmując, ładną kobietą. Wraz z tym odkryciem ustąpiło owo pierwotne rozbawienie. Chcąc odbudować relacje, poszedł w klasykę - stawiając na uroki towarzyskiej konwersacji.
- Gdzie to dobry Bóg prowadzi? - rozpoczął, kiedy dziewczyna zapinała pasy - Mam nadzieję, że nie wystraszyłem za bardzo...
- Jak na zakonnika specyficzny styl jazdy - roześmiała się.
Gerard poczuł ogarniającą go falę gorąca. Skąd niby mogła wiedzieć, kim jest, kiedy zaraz po powrocie do auta zdjął habit i schował go do bagażnika? W każdym razie musiał mieć nieszczególnie mądrą minę, bo dziewczyna zaraz dodała:
- Zaskoczyłam odkryciem? Mogłabym powiedzieć, że takie brewiarzowe twarze rozpoznaje się natychmiast i pewnie byłaby to prawda... ale tam skąd...- na chwilę się zawahała, nie wiedząc jak się do niego zwrócić.
- Gerard, jestem Gerard...- szybko wyciągnął rękę w reakcji na jej zakłopotanie.
- Jeanine - podała mu rękę i natychmiast zabrała z powrotem.
- A zatem tam skąd... - Gerard na nowo poczuł się sobą.
- Ach tak, chciałam powiedzieć, że tam skąd... skąd jedziesz, jest tylko klasztor i kilkunastu mieszkańców. Tym drugim nie jesteś, a zatem musisz być z klasztoru. O tej porze turystów jak na lekarstwo i z pewnością nie o tej godzinie...więc zgadłam? - bardziej stwierdziła jak zapytała.
- A skąd wiesz, że nie jestem mieszkańcem?
- Bo ja nim jestem? Wychowałam się tu...- dodała - Poza tym aktualnie w klasztorze Opus Dei ma jakieś spotkanie, więc wiem, że mimo pozornego braku ochrony, nie sposób tam się dostać, ot tak sobie...
- Opus Dei?
Odwróciła głowę w jego kierunku i znacząco się uśmiechnęła.
- Właśnie o tym mówię. Nikt nic nie wie, żadnego spotkania, a klasztor tętni życiem. Ładnie to tak kłamać?
- Kiedy ja...
- A potem zdziwienie, że się jest do masonerii porównywanym. Może ty zechcesz mi powiedzieć, skąd taka tajemnica wokół Opus?
- Wierz mi, chciałbym ci odpowiedzieć na to pytanie, ale mam dziwne wrażenie, że wiem jeszcze mniej od ciebie. Cóż Opus nie jest tym o czym mówi się na wykładach. Poza tym nie każdy w habicie ma związek z Opus...
- Skoro tak mówisz... Jednak przyznasz mi rację, że nie każdy też pojawia się przypadkiem na spotkaniu Opus. Ale oczywiście jak nie chcesz to nie mów, doskonale wiem, co znaczy dochować tajemnicy - odwróciła się w jego kierunku, jakby chciała podkreślić ważność wypowiedzianych słów.
- Akurat dla mnie nie jest to problemem. Nie muszę strzec tajemnicy, bo tak się składa, że nie zdążyłem jej poznać, choć w małej części... A tak w ogóle, to skąd u ciebie takie zainteresowanie Dziełem?
- Lubię być dobrze poinformowana. Poza tym uważam się za osobę wierzącą...
- Inni mają odmienne zdanie?
- Nie, skądże... Tak powiedziałam, bo jestem osobą poszukującą raczej. Szukam zrozumienia dla tego, w co wierzę...
- To nic złego, więcej powiem tak być powinno. Tylko wówczas wiara jest pełna...
- Czy ja wiem? Im bardziej szukam, tym więcej rozterek doznaję. W samym klasztorze u Marii Magdaleny niezły tygiel jest...
- Znaczy?
- Przedsoborowcy, Opus Dei, inni tacy, że nawet trudno nazwać te grupy... nic tu nie jest jednoznaczne. Uprzedzając twoją odpowiedź powiem od razu, że nie o liturgię mi chodzi. To wszystko zionie... tajemnicą? Nie, nie wiem czy to dobre słowo, ale magia też byłaby nie na miejscu, niemniej mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi...
- Domyślam się... Ale piękno Kościoła jest w tej wielości...
- Nie, nic nie rozumiesz. Chciałbyś rozumieć, chciałbyś to prosto ująć, ale tak się nie da, bo wciąż komuś zależy żeby dzielić, a nie łączyć.
Gerard zaczynał żałować swojej decyzji o zabraniu tej dziewczyny. Nie był przygotowany na tego typu rozmowę, co więcej nie miał ochoty na drążenie tego tematu. Wiedział, że kompletnie nie ma pojęcia, co powiedzieć. Przecież uczyli go pokory, ślepego posłuszeństwa, a nie wyrażania własnych opinii, obrony własnego zdania... Czuł się przyparty do muru. Miał świadomość, że nie jest w stanie uciec od odpowiedzi na pytania dziewczyny. W tej chwili zdał też sobie sprawę, że mimo kilku lat spędzonych w zakonie nie jest w ogóle przygotowany na tego typu zdarzenia. Postulat, nowicjat...i zupełnie zagubiony wobec człowieka, który chce po prostu pogadać o wierze. Już łatwiej byłoby rozmawiać o uprawie ogrodu, hodowli zwierząt, środkach czyszczących... Wszystkiego nauczyli, i życia wspólnotowego i pracy i kombinatorstwa nawet i jak się ustawić na drabinie hierarchii, tylko nie rozmowy, rzeczowej rozmowy o wierze.
Czy nie mogła mnie po prostu spróbować uwieść? Tak normalnie...przecież chyba taki straszny nie jestem - przebiegło mu przez myśl. Teraz jednak powinien coś mądrego powiedzieć...
- Wierz mi, ogarniam to. Tyle, że znam po prostu swoje miejsce...
- Bo tak chcesz, czy tak ci powiedzieli? Zastanów się zanim odpowiesz...
Znowu go zaskoczyła. Znał przecież swoje miejsce, ale chciał sięgać wyżej. Po to przecież jechał dziś do klasztoru Marii Magdaleny, choć wielu rzeczy nie był świadomy.
- Może będzie jeszcze okazja dokończyć tę rozmowę - powiedziała nagle, przerywając ciszę, w czasie której Gerard próbował zbudować logiczne zdanie, jako odpowiedź na postawione mu pytanie - Teraz, gdybym mogła cię prosić, abyś mnie tu gdzieś wysadził, bo przypuszczam, że spieszysz się do Ardene... Na mnie czeka Paryż...może tam znajdę coś więcej.
Gerard kolejny raz poczuł się zaskoczony i nie bardzo potrafił zebrać myśli. Czyżby ta dziewczyna znała wszystkie klasztory we Francji... jest jasnowidzem czy kim u licha? - pomyślał przerażony. Trzask zamykanych drzwi, dla Gerarda zdawał się być równie słodki jak szczęk zamykanych przez św. Piotra bram nieba. W tej chwili było to chyba najlepsze porównanie...
Dziewczyna wysiadła na przydrożnej stacji paliw, aby wśród zaparkowanych ciężarówek szukać możliwości kontynuacji podróży. Gerard odetchnął z ulgą i ruszył w dalszą drogę do swojego klasztoru. Rozmowa z dziewczyną uwiadomiła mu, że zupełnie nie potrafi określić siebie. Poza tym obnażyła boleśnie jego braki, wobec których nawet dziesiątki dobrych informacji, takich jak przekazana dzisiaj, są jak biblijna plewa. Kariera wymaga dyplomacji, a ta była dla niego abstrakcją. Na szczęście bolesna lekcja przyszła w odpowiednim momencie. Przynajmniej tak to odbierał.
♥
Miłość jest zawsze nowa. I bez względu na to, czy w życiu kochamy
raz, dwa, czy dziesięć razy zawsze stajemy w obliczu nieznanego.
Miłość może nas pogrążyć w ogniu piekieł, albo zabrać do bram raju
- ale zawsze gdzieś nas prowadzi. I czas się z tym pogodzić,
albowiem jest ona treścią naszego istnienia. Miłości trzeba szukać
wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni, tygodni smutku
i rozczarowań. Bowiem kiedy wyruszymy na poszukiwanie miłości
- ona zawsze wyjdzie nam na przeciw. I nas wybawi. ~Paulo Coelho "Zahir"~
29 marca 2013
Najtrudniejsze zawsze są początki ....
Owszem, jestem tego pewien...
Myślisz, że kto pisze powieści? Normalni ludzie, którzy chcą opowiedzieć coś, komuś, po prostu i naprawdę. Nawet jeżeli historia jest od pierwszej do ostatniej litery wymyślona...
Jaka będzie ta moja opowieść? Prawdziwa... Ty i ja, uczynimy ją prawdziwą.
Nie, z pewnością to nie będzie jałowy opis naszej historii... chociaż nie można zaprzeczyć, że jest wyjątkowa. Ale pozwolę sobie z naszej historii użyczyć choć trochę naszym bohaterom, aby tchnąć w nich życie i prawdę.
Nadia i Wiktor... Tak, to będą właściwe imiona.
Wiem, wiem... Ona i on. Najprostszy schemat. Ale, czyż nie takie jest życie? Z nami też nie było inaczej, bo nie mogło. Odwieczny schemat, plan, układ... Skoro powieść ma ukazać życie, to nie można opowiadanej historii od niego odrywać.
No i tu Cię zaskoczę, nieskromnie powiem, że nie ostatni raz. Zawsze jest tak, że opisuje się jego historię w oderwaniu od jej historii, ale tak, aby w pewnym momencie znalazły swój punkt styku, przecięcia... Spotkanie, które przez sto i więcej stron jest odwlekane, jednocześnie jest nieuniknione, bo jest kluczowym momentem powieści, wywraca świat głównych bohaterów do góry nogami i stanowi przełom w ich życiu, które jak się okazuje dopiero nabiera barw...
W mojej... naszej powieści, spotkanie będzie raczej powrotem do utraconego wcześniej świata pełnego kolorów.
Mówiłem już, że nie chcę uciekać od naszych wspomnień...
Najważniejszy jest początek. Ktoś powiedział, że najważniejsze jest pierwsze słowo... mocne, dobitnie wypowiedziane, które potrafi przyciągnąć uwagę czytelnika...
Tak uśmiecham się, bo właśnie skojarzyłem, że takim mocnym słowem mogłoby być..."kurwa". Kontrowersyjne, przyciąga uwagę, mocne w swoim wyrazie... No, ale to byłoby zbyt proste rozwiązanie, nawet prostackie. A może "niech to szlag"? Tylko kto tak dziś się wyraża?
Masz rację, tak mógłby się wyrażać Wiktor... Mógłby, gdyby to nie było domeną książkowych, ugrzecznionych bohaterów. A może "no zajebiście" byłoby w porządku? W końcu słowo to wdarło się do potocznego języka i coraz mniej ludzi razi, a brzmi dość przekonująco...
Niech tak zostanie... A zatem...
- No zajebiście... - powiedział z przekąsem - O niczym innym nie marzyłem... - zirytowany zerwał się na równe nogi.
Nieźle. Myślisz, że to dobry początek? Wiem, że trzeba wyjaśnić przyczynę owej irytacji...
Plastikowa nakrętka, kilkakrotnie odbijając się od kamiennej posadzki, potoczyła się w kąt zakonnej celi. Syntetyczny klej, który jeszcze kilka sekund wcześniej dokładnie ją wypełniał, teraz tworząc pokaźną plamę, stał się wątpliwą ozdobą sutanny.
No tak, wszystko zaczyna się w klasztorze. Lubię klasztory, tę aurę tajemniczości, która je otacza... To wymarzone miejsca na scenerię ciekawej historii... W dodatku ksiądz...to może naprawdę przykuć uwagę, a przecież o to chodzi... Bardziej wtajemniczony czytelnik zauważy też, że ksiądz, sutanna, trochę mało współgra z klasztorną celą. Bardziej na miejscu byłby tu mnich w habicie. Co zatem robi ksiądz w klasztorze? Na przykład odprawia pokutę. Częstą praktyką jest, że biskupi wysyłają tych bardziej krnąbrnych i po przejściach, do klasztoru, aby tam mieli czas i możliwość przemyślenia swojego życia, odbiegającego od ideału.
Tak. Wiktor odprawia pokutę w klasztorze. Później będzie o tym dlaczego... No, Ty się domyślasz... tak, znasz w końcu naszą historię... Tyle tylko, że ja nie powiedziałem, że akurat to podarowałem Wiktorowi ze swojego życia...
Myślisz, że kto pisze powieści? Normalni ludzie, którzy chcą opowiedzieć coś, komuś, po prostu i naprawdę. Nawet jeżeli historia jest od pierwszej do ostatniej litery wymyślona...
Jaka będzie ta moja opowieść? Prawdziwa... Ty i ja, uczynimy ją prawdziwą.
Nie, z pewnością to nie będzie jałowy opis naszej historii... chociaż nie można zaprzeczyć, że jest wyjątkowa. Ale pozwolę sobie z naszej historii użyczyć choć trochę naszym bohaterom, aby tchnąć w nich życie i prawdę.
Nadia i Wiktor... Tak, to będą właściwe imiona.
Wiem, wiem... Ona i on. Najprostszy schemat. Ale, czyż nie takie jest życie? Z nami też nie było inaczej, bo nie mogło. Odwieczny schemat, plan, układ... Skoro powieść ma ukazać życie, to nie można opowiadanej historii od niego odrywać.
No i tu Cię zaskoczę, nieskromnie powiem, że nie ostatni raz. Zawsze jest tak, że opisuje się jego historię w oderwaniu od jej historii, ale tak, aby w pewnym momencie znalazły swój punkt styku, przecięcia... Spotkanie, które przez sto i więcej stron jest odwlekane, jednocześnie jest nieuniknione, bo jest kluczowym momentem powieści, wywraca świat głównych bohaterów do góry nogami i stanowi przełom w ich życiu, które jak się okazuje dopiero nabiera barw...
W mojej... naszej powieści, spotkanie będzie raczej powrotem do utraconego wcześniej świata pełnego kolorów.
Mówiłem już, że nie chcę uciekać od naszych wspomnień...
Najważniejszy jest początek. Ktoś powiedział, że najważniejsze jest pierwsze słowo... mocne, dobitnie wypowiedziane, które potrafi przyciągnąć uwagę czytelnika...
Tak uśmiecham się, bo właśnie skojarzyłem, że takim mocnym słowem mogłoby być..."kurwa". Kontrowersyjne, przyciąga uwagę, mocne w swoim wyrazie... No, ale to byłoby zbyt proste rozwiązanie, nawet prostackie. A może "niech to szlag"? Tylko kto tak dziś się wyraża?
Masz rację, tak mógłby się wyrażać Wiktor... Mógłby, gdyby to nie było domeną książkowych, ugrzecznionych bohaterów. A może "no zajebiście" byłoby w porządku? W końcu słowo to wdarło się do potocznego języka i coraz mniej ludzi razi, a brzmi dość przekonująco...
Niech tak zostanie... A zatem...
- No zajebiście... - powiedział z przekąsem - O niczym innym nie marzyłem... - zirytowany zerwał się na równe nogi.
Nieźle. Myślisz, że to dobry początek? Wiem, że trzeba wyjaśnić przyczynę owej irytacji...
Plastikowa nakrętka, kilkakrotnie odbijając się od kamiennej posadzki, potoczyła się w kąt zakonnej celi. Syntetyczny klej, który jeszcze kilka sekund wcześniej dokładnie ją wypełniał, teraz tworząc pokaźną plamę, stał się wątpliwą ozdobą sutanny.
No tak, wszystko zaczyna się w klasztorze. Lubię klasztory, tę aurę tajemniczości, która je otacza... To wymarzone miejsca na scenerię ciekawej historii... W dodatku ksiądz...to może naprawdę przykuć uwagę, a przecież o to chodzi... Bardziej wtajemniczony czytelnik zauważy też, że ksiądz, sutanna, trochę mało współgra z klasztorną celą. Bardziej na miejscu byłby tu mnich w habicie. Co zatem robi ksiądz w klasztorze? Na przykład odprawia pokutę. Częstą praktyką jest, że biskupi wysyłają tych bardziej krnąbrnych i po przejściach, do klasztoru, aby tam mieli czas i możliwość przemyślenia swojego życia, odbiegającego od ideału.
Tak. Wiktor odprawia pokutę w klasztorze. Później będzie o tym dlaczego... No, Ty się domyślasz... tak, znasz w końcu naszą historię... Tyle tylko, że ja nie powiedziałem, że akurat to podarowałem Wiktorowi ze swojego życia...
- Spokojnie, tylko spokojnie... - powtarzał w myślach,
próbując za wszelką cenę powstrzymać drżenie rąk. Energicznym
szarpnięciem rozpiął kilka guzików sutanny, chwytając za dolną jej
krawędź wprawnym ruchem przerzucił przez głowę i uwalniając ręce z
rękawów, odrzucił na metalowe łóżko. Nawet nie zauważył, że pektorał
podtrzymujący koloratkę upadł na posadzkę. Właściwie czynność tę
powinien był wykonać zanim zaczął cokolwiek robić, ale podekscytowanie
towarzyszące mu tego dnia wzięło górę, nie pozwalając skupić się na
detalach. Dopiero rozlany klej dał impuls do opanowania emocji i
działania zgodnie z założonym wcześniej planem.
No, to jest początek dopiero... Poza tym ważna jest, ta aura tajemnicy. Wiktor ma do zrealizowania pewien plan... Ten plan przejmie w tej historii role wspomnianego wcześniej spotkania. To on wywróci wszystko do góry nogami. Wystarczy.
No, to jest początek dopiero... Poza tym ważna jest, ta aura tajemnicy. Wiktor ma do zrealizowania pewien plan... Ten plan przejmie w tej historii role wspomnianego wcześniej spotkania. To on wywróci wszystko do góry nogami. Wystarczy.
Z jednej strony
wiedział, że na realizację planu nie ma zbyt wiele czasu, z drugiej
chciał mieć to wreszcie za sobą. Za bardzo go to wszystko stresowało,
poza tym, duże nadzieje wiązał z jego realizacją i byłoby dużą stratą w
jego odczuciu, gdyby w porę nie zdążył. Mimo to zdawał sobie sprawę, że w
tym momencie pośpiech nie jest najlepszym, a dokładnie rzecz biorąc
żadnym wyjściem.
Otworzył kolejną tubkę kleju. „Promocje to czasem
dobra sprawa...gdyby nie te trzy tubki w cenie jednej... byłbym
teraz...” pomyślał napełniając podniesioną z podłogi nakrętkę. Tym razem
trzymał ją mocno, trochę pomagały mu w tym pobrudzone klejem palce, co
jak się okazało, nie było zbyt dobrym rozwiązaniem, gdy następnie chciał
postawić nakrętkę na stole. Na szczęście palce nie przywarły na tyle, by
nie można było oderwać ich od nakrętki.
Niecierpliwa jesteś... Ten klej i cała z nim akcja jest właśnie po coś... Zaraz wyjaśnię. Poczekał chwilę, aż resztki kleju na palcach stężeją, po czym delikatnie wziął stojący kubek i zbliżył go do nakrętki. Opary kleju powoli lecz systematycznie zaczęły odkrywać to na co czekał. Uśmiechnął się lekko widząc, jak ślady linii papilarnych tutejszego skryptariusza stają się coraz bardziej wyraźne. Ostra woń kleju wypełniała coraz bardziej celę, drażniąc zarówno nos, jak i oczy, dając przy okazji gorzki posmak w ustach. Lepiej chyba nie będzie... - stwierdził wrzucając nakrętkę, uprzednio zapakowaną w foliową torebkę, do stojącego w rogu kosza na śmieci.
Takie tam działania a'la mały technik czy techniczny mentor z czasów mojej młodości - Adam Słodowy... Nie, to akurat można zrobić. Słuchaj dalej...
Niecierpliwa jesteś... Ten klej i cała z nim akcja jest właśnie po coś... Zaraz wyjaśnię. Poczekał chwilę, aż resztki kleju na palcach stężeją, po czym delikatnie wziął stojący kubek i zbliżył go do nakrętki. Opary kleju powoli lecz systematycznie zaczęły odkrywać to na co czekał. Uśmiechnął się lekko widząc, jak ślady linii papilarnych tutejszego skryptariusza stają się coraz bardziej wyraźne. Ostra woń kleju wypełniała coraz bardziej celę, drażniąc zarówno nos, jak i oczy, dając przy okazji gorzki posmak w ustach. Lepiej chyba nie będzie... - stwierdził wrzucając nakrętkę, uprzednio zapakowaną w foliową torebkę, do stojącego w rogu kosza na śmieci.
Takie tam działania a'la mały technik czy techniczny mentor z czasów mojej młodości - Adam Słodowy... Nie, to akurat można zrobić. Słuchaj dalej...
Przemył ręce odrobiną ziołowej nalewki, sporządzanej w tutejszym klasztorze. Grymas, który
pojawił się na jego twarzy mógł świadczyć jedynie o wewnętrznej walce.
Jakkolwiek zabieg ten był konieczny, to marnotrawstwo zawsze pozostaje
marnotrawstwem. Szybko uporał się z negatywnymi emocjami, jakie się
pojawiły w związku z nietypowym wykorzystaniem trunku, którego smak i
aromat ceniony jest wszędzie tam, gdzie choć raz go kosztowano.
Trzeba znać smak tej nalewki, aby to zrozumieć. A owszem, dane mi było popróbować. Z pewnością, spokój wewnętrzny pojawił się tylko dlatego, że uronione parę mililitrów nalewki, w założeniu miało ochronić jego lustrzankę przed zgubnymi skutkami spotkania z klejem. Obmywszy ręce, wyjął ją delikatnie ze starej szafy i rozglądając się po celi stwierdził, że stopień natężenia światła jest przynajmniej niezadowalający. Na szczęście, kiedy rano robił zakupy w markecie pomyślał i o tym. Energooszczędna, spiralna świetlówka Philipsa może nie była zbyt tania, ale za to miała moc 145 watów, co powinno wystarczyć na wykonanie dobrego zdjęcia, które będzie mogło być wykorzystane w dalszej części realizacji planu. „Dobrze, że jej moc znamionowa to tylko 32 waty, bo inaczej znowu dopaść by mnie mogły jakieś wewnętrzne rozterki, gdyż nie byłoby po chrześcijańsku narażać gościnnych braciszków na ponadplanowe wydatki” - pomyślał, dokonując zamiany starej żarówki na nową.
Trzeba znać smak tej nalewki, aby to zrozumieć. A owszem, dane mi było popróbować. Z pewnością, spokój wewnętrzny pojawił się tylko dlatego, że uronione parę mililitrów nalewki, w założeniu miało ochronić jego lustrzankę przed zgubnymi skutkami spotkania z klejem. Obmywszy ręce, wyjął ją delikatnie ze starej szafy i rozglądając się po celi stwierdził, że stopień natężenia światła jest przynajmniej niezadowalający. Na szczęście, kiedy rano robił zakupy w markecie pomyślał i o tym. Energooszczędna, spiralna świetlówka Philipsa może nie była zbyt tania, ale za to miała moc 145 watów, co powinno wystarczyć na wykonanie dobrego zdjęcia, które będzie mogło być wykorzystane w dalszej części realizacji planu. „Dobrze, że jej moc znamionowa to tylko 32 waty, bo inaczej znowu dopaść by mnie mogły jakieś wewnętrzne rozterki, gdyż nie byłoby po chrześcijańsku narażać gościnnych braciszków na ponadplanowe wydatki” - pomyślał, dokonując zamiany starej żarówki na nową.
- No teraz to
będzie iluminacja...żeby tylko żadnemu z braciszków nie przyszło do
głowy, że to jakiś niebiański blask towarzyszący objawieniom – roześmiał
się na samą myśl, jednocześnie balansując na stołku ustawionym na
stole, w celu wymiany źródła światła w wysokiej celi.
Tak, przyznam ci rację, chociaż uważam ten opis za uzasadniony. Żadne
tam wodolejstwo, no i bynajmniej nie po to by sztucznie zwiększyć
objętość powieści.
Tak swoją drogą to chyba niczego nie pomyliłem... Nie, wszystko dobrze. Tak właśnie się to robi... znaczy specjaliści tak działają. - Profesjonalnie... - westchnął patrząc na uwieczniony na fotografii odcisk palca brata skryptariusza. Ślady linii papilarnych wyraźnie odcinały się od tła. „Nie będę miał zbyt wiele pracy przy obróbce” - przemknęło mu przez myśl, kiedy podłączał aparat do swojego laptopa. W istocie niewielki retusz sprawił, że ślad palca idealnie nadawał się do druku. Trójwymiarowy wydruk spełniał założone oczekiwania. Ostrożnie naniósł nań klej stolarski. Mimo że wydawał się być dużo spokojniejszy niż kilkanaście minut wcześniej, to oczekiwanie na stężenie kleju zdawało się temu przeczyć. Czas dłużył się niemiłosiernie. Znów wróciło to dziwne uczucie, będące wypadkową podniecenia, euforii i lęku. Czuł jak serce nagle zaczęło mocniej i szybciej pracować, do tego stopnia, że odczuwał ból. Uspokajał się, korzystając z wiedzy wyniesionej ze szkoły medycznej, że to tylko wina zaburzonego oddechu, który rzeczywiście stał się krótki i płytki. „W sumie to nawet dobrze, taki oddech zwiększa ilość tlenu we krwi” pomyślał. Jednak spierzchnięte usta i wyschnięta śluzówka nosa dawały jasny sygnał, że nie tylko on psychicznie źle radzi sobie z sytuacjami stresowymi, ale i sam organizm nie jest w stanie podołać procesom fizjologicznym zachodzącym pod jego wpływem.
Kończyło się w końcu szkołę medyczną... Nerwowo chodził po celi, przysiadając co chwilę i gwałtownie się podrywając. Na szczęście klej w końcu zamienił się w elastyczną błonę. Delikatnie oderwał ją od folii z trójwymiarowym wydrukiem, odciął nadmiar dookoła śladu i przymierzył do swojego palca.
Tak swoją drogą to chyba niczego nie pomyliłem... Nie, wszystko dobrze. Tak właśnie się to robi... znaczy specjaliści tak działają. - Profesjonalnie... - westchnął patrząc na uwieczniony na fotografii odcisk palca brata skryptariusza. Ślady linii papilarnych wyraźnie odcinały się od tła. „Nie będę miał zbyt wiele pracy przy obróbce” - przemknęło mu przez myśl, kiedy podłączał aparat do swojego laptopa. W istocie niewielki retusz sprawił, że ślad palca idealnie nadawał się do druku. Trójwymiarowy wydruk spełniał założone oczekiwania. Ostrożnie naniósł nań klej stolarski. Mimo że wydawał się być dużo spokojniejszy niż kilkanaście minut wcześniej, to oczekiwanie na stężenie kleju zdawało się temu przeczyć. Czas dłużył się niemiłosiernie. Znów wróciło to dziwne uczucie, będące wypadkową podniecenia, euforii i lęku. Czuł jak serce nagle zaczęło mocniej i szybciej pracować, do tego stopnia, że odczuwał ból. Uspokajał się, korzystając z wiedzy wyniesionej ze szkoły medycznej, że to tylko wina zaburzonego oddechu, który rzeczywiście stał się krótki i płytki. „W sumie to nawet dobrze, taki oddech zwiększa ilość tlenu we krwi” pomyślał. Jednak spierzchnięte usta i wyschnięta śluzówka nosa dawały jasny sygnał, że nie tylko on psychicznie źle radzi sobie z sytuacjami stresowymi, ale i sam organizm nie jest w stanie podołać procesom fizjologicznym zachodzącym pod jego wpływem.
Kończyło się w końcu szkołę medyczną... Nerwowo chodził po celi, przysiadając co chwilę i gwałtownie się podrywając. Na szczęście klej w końcu zamienił się w elastyczną błonę. Delikatnie oderwał ją od folii z trójwymiarowym wydrukiem, odciął nadmiar dookoła śladu i przymierzył do swojego palca.
- Idealnie... Taadaam...
Sezamie otwórz się – nie był w stanie powstrzymać emocji. Oby tylko
wszystko zadziałało w odpowiednim momencie.
Ja tam myślę, że ciekawie się zapowiada. Dobrze, że podzielasz moje zdanie, ciekawe czy ktoś jeszcze. W każdym razie nie zamierzam się poddawać.
Najwyżej odświeżymy w sobie to co i tak wiecznie żywe jest...
Ja tam myślę, że ciekawie się zapowiada. Dobrze, że podzielasz moje zdanie, ciekawe czy ktoś jeszcze. W każdym razie nie zamierzam się poddawać.
Najwyżej odświeżymy w sobie to co i tak wiecznie żywe jest...
20 marca 2013
.....
Miłość, którą czuła , miłość którą odwzajemniał , wciąż wydawała się nierealna.♥

Tragedie zdarzają się wszędzie. Możemy doszukiwać się przyczyn, winić
innych, wyobrażać sobie jak odmienne byłoby bez nich nasze życie.
Ale wszystko to nie ma znaczenia, zdarzyły się i koniec.
Musimy zapomnieć o strachu, jaki wywołały, i rozpocząć odbudowę.
Szperanie w PRZESZŁOŚCI ;*
Heeeeej ;*
Wczoraj nie wiedziałam jaki wpis dodać , ale postanowiłam , że poszukam zdjęć z przeszłości i postanowiłam je tu wrzucić ;*
Znalazłam dużo ciekawych zdjęć , ale na razie wrzucę kilka ;)
Znalazłam dużo ciekawych zdjęć , ale na razie wrzucę kilka ;)
***********************
18 marca 2013
Przyjaciółki ♥
Heeeeej , postanowiłam dzisiaj opisać przyjaźń moją z Kasią ;*
*************************************
Dwie , zwyczajne , na pozór spokojne dziewczyny . Nic nie wskazywało na to , że może ich połączyć przyjaźń ......
Wszystko zaczęło się gdy miałam jechać na jakąś denną wycieczkę na której oprócz mojego kuzyna nikogo nie znałam , z reguły nie jestem nieśmiała , ale w tedy stałam się wstydliwą do potęgi drugiej .
W połowie drogi do wyznaczonego celu , ku mojemu wzroku ukazała się mała , drobna dziewczyna . Na pierwszy rzut oka można było uznać , że również nie śmiała ....
Nie sądziłam , że to właśnie ona może zostać moją przyjaciółką , ale co tam , kto nie ryzykuje ten ginie !.
Uważam , że dobrze zaryzykowałam , ponieważ nie zamieniłabym jej za nic w świecie ♥
Kocham głupawki z nią , leżenie na środku ulicy i różne tego typu zajęcia.
KOCHAM CIĘ MOJE MALEŃSTWO ♥♥♥♥ ;*
17 marca 2013
Konkurs ;)
Heeeeeej miśki ♥
Więcej informacji znajdziecie na : http://projekt365zdiec.blogspot.com/2013/03/konkurs.html
Sesja z Zimnymi Ogniami ♥ cz.2
A tutaj jeszcze kilka zdjęć z ostatniej sesyjki z Ans ♥ :)
Oglądalność mojego bloga spadła ;(
15 marca 2013
Wielki powrót z zimnymi ogniami ^_^
Ale oczywiści znalazłam czas na małą sesyjkę z Ans . Której oczywiście z całego serducha dziękuję.
Kochać jest łatwo. To, można powiedzieć, jak z samochodem:
wystarczy włączyć silnik, dodać gazu i wyznaczyć sobie cel
podróży. Ale być kochaną to tak jak przejażdżka z kimś innym, jego
samochodem. Nawet, jeśli uważasz tego kogoś za dobrego kierowcę,
zawsze pozostaje ten podskórny strach, że może się pomylić,
a wtedy w ułamku sekundy wystrzelicie oboje przez przednią szybę
na spotkanie śmierci. Być kochaną może oznaczać największy
koszmar. Bo miłość to rezygnacja z panowania nad własnym losem.
A co się stanie, jeśli w połowie drogi postanowisz zawrócić albo
skręcić w bok, a nie masz na to jako pasażer żadnego wpływu?
18 lutego 2013
A może tak od początku ?.
- Niech to szlag... - zaklął pod nosem - O niczym innym nie marzyłem... - dodał zirytowany. Plastikowa nakrętka, kilkakrotnie odbijając się od kamiennej posadzki, potoczyła się w kąt zakonnej celi. Syntetyczny klej, który jeszcze kilka sekund wcześniej dokładnie ją wypełniał, teraz tworząc surrealistyczną plamę, stał się wątpliwą ozdobą sutanny.
- Spokojnie, tylko spokojnie... - powtarzał w myślach, próbując za wszelką cenę powstrzymać drżenie rąk. Energicznym szarpnięciem rozpiął kilka guzików sutanny, chwytając za dolną jej krawędź wprawnym ruchem przerzucił przez głowę i uwalniając ręce z rękawów, odrzucił na metalowe łóżko. Nawet nie zauważył, że pektorał podtrzymujący koloratkę upadł na posadzkę. Właściwie czynność tę powinien był wykonać zanim zaczął cokolwiek robić, ale podekscytowanie towarzyszące mu tego dnia wzięło górę, nie pozwalając skupić się na detalach. Dopiero rozlany klej dał impuls do opanowania emocji i działania zgodnie z założonym wcześniej planem.
Z jednej strony wiedział, że na realizację planu nie ma zbyt wiele czasu, z drugiej chciał mieć to wreszcie za sobą. Za bardzo go to wszystko stresowało, poza tym, duże nadzieje wiązał z jego realizacją i byłoby dużą stratą w jego odczuciu, gdyby w porę nie zdążył. Mimo to zdawał sobie sprawę, że w tym momencie pośpiech nie jest najlepszym, a dokładnie rzecz biorąc żadnym wyjściem.
Otworzył kolejną tubkę kleju. „Promocje to czasem dobra sprawa...gdyby nie te trzy tubki w cenie jednej... byłbym teraz...” pomyślał napełniając podniesioną z podłogi nakrętkę. Tym razem trzymał ją mocno, trochę pomagały mu w tym pobrudzone klejem palce, co jak się okazało nie było zbyt dobrym rozwiązaniem, gdy następnie chciał postawić nakrętkę na stole. Na szczęście palce nie przywarły na tyle, by nie można było oderwać ich od nakrętki. Poczekał chwilę, aż resztki kleju na palcach stężeją, po czym delikatnie wziął stojący kubek i zbliżył go do nakrętki. Opary kleju powoli lecz systematycznie zaczęły odkrywać to na co czekał. Uśmiechnął się lekko widząc, jak ślady linii papilarnych tutejszego skryptariusza stają się coraz bardziej wyraźne. Ostra woń kleju wypełniała coraz bardziej celę, drażniąc zarówno nos, jak i oczy, dając przy okazji gorzki posmak w ustach. Lepiej chyba nie będzie... - stwierdził wrzucając nakrętkę do metalowego pudełka po jedynych w swoim rodzaju karmelkach, sporządzanych w tutejszym klasztorze.
Przemył ręce odrobiną ziołowej nalewki, grymas, który pojawił się na jego twarzy mógł świadczyć jedynie o wewnętrznej walce. Jakkolwiek zabieg ten był konieczny, to marnotrawstwo zawsze pozostaje marnotrawstwem. Szybko uporał się z negatywnymi emocjami, jakie się pojawiły w związku z nietypowym wykorzystaniem trunku, którego smak i aromat ceniony jest wszędzie tam, gdzie choć raz go kosztowano. Z pewnością, spokój wewnętrzny pojawił się tylko dlatego, że uronione parę mililitrów nalewki, w założeniu miało ochronić jego lustrzankę przed zgubnymi skutkami spotkania z klejem. Obmywszy ręce, wyjął ją delikatnie ze starej szafy i rozglądając się po celi stwierdził, że stopień natężenia światła jest przynajmniej niezadowalający. Na szczęście, kiedy rano robił zakupy w markecie pomyślał i o tym. Energooszczędna, spiralna świetlówka Philipsa może nie była zbyt tania, ale za to miała moc 145 watów, co powinno wystarczyć na wykonanie dobrego zdjęcia, które będzie mogło być wykorzystane w dalszej części realizacji planu. „Dobrze, że jej moc znamionowa to tylko 32 waty, bo inaczej znowu dopaść by mnie mogły jakieś wewnętrzne rozterki, gdyż nie byłoby po chrześcijańsku narażać gościnnych braciszków na ponadplanowe wydatki” - pomyślał, dokonując zamiany starej żarówki na nową.
- No teraz to będzie iluminacja...żeby tylko żadnemu z braciszków nie przyszło do głowy, że to jakiś niebiański blask towarzyszący objawieniom – roześmiał się na samą myśl, jednocześnie balansując na stołku ustawionym na stole, w celu wymiany źródła światła w wysokiej celi.
- Profesjonalnie... - westchnął patrząc na uwieczniony na fotografii odcisk palca brata skryptariusza. Ślady linii papilarnych wyraźnie odcinały się od tła. „Nie będę miał zbyt wiele pracy przy obróbce” - przemknęło mu przez myśl, kiedy podłączał aparat do swojego laptopa. W istocie niewielki retusz sprawił, że ślad palca idealnie nadawał się do druku. Trójwymiarowy wydruk spełniał założone oczekiwania. Ostrożnie naniósł nań klej stolarski. Mimo że wydawał się być dużo spokojniejszy niż kilkanaście minut wcześniej, to oczekiwanie na stężenie kleju zdawało się temu przeczyć. Czas dłużył się niemiłosiernie. Znów wróciło to dziwne uczucie, będące wypadkową podniecenia, euforii i lęku. Czuł jak serce nagle zaczęło mocniej i szybciej pracować, do tego stopnia, że odczuwał ból. Uspokajał się, korzystając z wiedzy wyniesionej ze szkoły medycznej, że to tylko wina zaburzonego oddechu, który rzeczywiście stał się krótki i płytki. „W sumie to nawet dobrze, taki oddech zwiększa ilość tlenu we krwi” pomyślał. Jednak spierzchnięte usta i wyschnięta śluzówka nosa dawały jasny sygnał, że nie tylko on psychicznie źle radzi sobie z sytuacjami stresowymi, ale i sam organizm nie jest w stanie podołać procesom fizjologicznym zachodzącym pod jego wpływem. Nerwowo chodził po celi, przysiadając co chwilę i gwałtownie się podrywając. Na szczęście klej w końcu zamienił się w elastyczną błonę. Delikatnie oderwał ją od folii z trójwymiarowym wydrukiem, odciął nadmiar dookoła śladu i przymierzył do swojego palca.
- Idealnie... Taadaam... Sezamie otwórz się – nie był w stanie powstrzymać emocji. Oby tylko wszystko zadziałało w odpowiednim momencie.
3 lutego 2013
♥
I tylko kamienne gargulce, z wysokości dzwonnicy Notre Dame , patrzyły na nich , jakby nie dowierzając , że są niemymi świadkami czegoś , na
co warto było czekać stulecia ....
***********************************************
Hiszpania'12
1 lutego 2013
Nowy etap ♥
A więc, zaczynam nowy etap swojego życie ....
A tutaj fragment mojej ulubionej książki z bloga: trawawszedziejestzielona.blogspot.com
A tutaj fragment mojej ulubionej książki z bloga: trawawszedziejestzielona.blogspot.com
****************************************
- A nasze marzenia? - Nadia przechyliła głowę i lekko przymrużyła
oczy. Pomimo półmroku wypełniającego klasztorne krużganki otaczające,
rozsiewający woń wiosennych kwiatów wirydarz, nie było czymś trudnym
dostrzec, że stały się one teraz bardzo błyszczące. - Zapomniałeś o
naszych marzeniach?
Wiktor nadal nie mógł uwierzyć w to, czego
właśnie był uczestnikiem. On i Nadia znowu razem... Nawet nie próbował
określić tego uczucia, które nim zawładnęło, na pewno nie była to
eksplozja radości, jaką sobie wiele razy wyobrażał. Nie, żeby się nie
cieszył, bo radość była naprawdę wielka, ale szok, a nawet pewien rodzaj
przerażenia skutecznie tłumiły ten ogień, który powoduje eksplozję
uczuć i niekontrolowaną euforię. Wprawdzie pierwsze zaskoczenie już
powoli minęło, niemniej nadal miał wrażenie, że śni jeden z tych snów, w
których Nadia powracała wraz z tym, co stanowiło ich mały świat. Stał
jak sparaliżowany, bojąc się powiedzieć
cokolwiek, jakby w obawie, że jego słowa przerwą ten sen i nastąpi
kolejne bolesne przebudzenie a wraz z nim powrót do rzeczywistości,
która brutalnie potwierdzała fakt jej śmierci. Ale teraz wszystko
mówiło, że jest inaczej, że nie jest to bynajmniej mglista mrzonka czy
kolejne kłamstwo... Powoli, nie bez oporów docierało do niego, że stając
twarzą w twarz z Nadią, stanął w obliczu wielkiej prawdy...
-
Wiktor, musisz uwierzyć... Ja już wiem, co się wtedy stało...wiem
dlaczego mnie nie szukałeś... ale wierz mi żyłeś kłamstwem, które ci
podali... Mnie nikt nie chciał powiedzieć, co się z tobą działo, a ja
byłam taka bezbronna i bezradna wobec nich...-
podeszła bliżej jakby chciała sprowokować ten moment, w którym weźmie ją
w ramiona i mocno przytuli. Jak dawniej... - Zapomniałeś o naszych
marzeniach - bardziej stwierdziła jak zapytała.
- Nie... To nie tak, niczego nie zapomniałem. Wiesz, że marzenie, które
stanie się twoim, nigdy nie da ci spokoju. Nadia... ty właśnie jesteś
tym marzeniem. Pamiętam wszystko dokładnie, pamiętam te nasze plany i
marzenia... - uśmiechnął się bardziej do wspomnień jak do niej, w
obawie, że zniknie - A skoro o nich mówimy, znaczy wciąż są nasze.
- No, udało się je ocalić... Spójrz tam - wskazała na skąpany w kwiatach
wirydarz - jesteśmy jakby wewnątrz naszej wyobraźni, czy to nie jest
ten nasz mały świat? Pamiętasz, zawsze porównywaliśmy do cudownego
ogrodu, gdzie tylko ty i ja - mówiła szybko ze znaną mu egzaltacją w
głosie - Myślisz, że jeszcze mamy szansę...? - dodała już spokojnie i
cicho, jakby obawiając się swoich myśli. Z tej też przyczyny zapewne
zostawiła to zdanie otwartym.
Wiktor delikatnie wziął dłoń Nadii w swoje ręce.
- Wiesz... -
-
Tylko nie mów, że u Ciebie nic się nie zmieniło. Proszę... Wiesz, że nigdy tego nie lubiłam...- uprzedziła Nadia
- Wiem, wiem..., ale wyobraź sobie, że tak właśnie jest... Nic się nie zmieniło...
- Oszukujesz się, Wiktor - głos Nadii przybrał jeszcze poważniejszy ton -
wszystko
się zmieniło, wszystko rozumiesz? My się zmieniliśmy... i nie będzie
przesadzone, że nawet nauczyliśmy się jakoś żyć bez siebie...
- Może, ale tylko troszkę... No i wciąż mamy nasze marzenia...
- Mamy marzenia - powtórzyła i po raz pierwszy delikatnie się uśmiechnęła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























